Poznań Tattoo Konwent 2016

W miniony weekend, a dokładniej 19-20 marca wiele się działo w naszej agencji. Jedni byli na Mistrzostwach Polski Debat Oksfordzkich, a inni…na Konwencie Sztuki Tatuażu. Tak, tak moi drodzy – Studencka Agencja Fotograficzna jest wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ciekawego. Pewnie wielu z Was zastanawia się, cóż interesującego może być na takim wydarzeniu. Spieszę ze swoją osobistą relacją!

Zacznę od tego, że nie był to mój pierwszy konwent tego rodzaju. Poznańska edycja zaskoczyła mnie skalą i rozmachem wydarzenia. Na stronie organizatora naliczyłam 144 wystawców. Dzięki tak potężnej liczbie, mieliście okazję, podczas długiego spaceru między alejkami, zobaczyć prawdziwą śmietankę głównie polskich tatuatorów, aczkolwiek pojawili się również goście z zagranicy.

Wyżej wspomniany „wystawca” miał do dyspozycji box, o powierzchni kilku metrów kwadratowych, w którym urządzał swoje małe studio. Na stoisku można było zakupić autorskie print’y, zgarnąć masę vlep i wizytówek, przejrzeć projekty do wzięcia, porozmawiać z artystą, skonsultować się, umówić na termin, a co najważniejsze – zobaczyć go podczas pracy. Wyobrażacie sobie ponad 144 ludzi tatuujących w jednym miejscu, przedzielonych cienkimi, kartonowymi ściankami, przyozdobionymi gadżetami z własnego studia? To robi wrażenie.

Właśnie – Gadżety przez duże G-ie. To zdecydowanie moja ulubiona, niedosłowna, część konwentu. W zasadzie każde ze stoisk to mała wystawa prac rysunkowych. Mało kto spodziewa się tego, że można tam zastać autorskie rzeźby, wesołe czaszki, a nawet Lord’a Vader’a wręczającego Ci vlepkę. (Ta część napawa mnie optymizmem, że są jeszcze ludzie dzielący moje poczucie estetyki. Pozwolę sobie na osobistą dygresję, że to własnie czyni ten konwent wyjątkowym – możliwość spotkania ludzi podobnych do siebie, nie – równie mocno wytatuowanych – a po prostu podobnych. Dawno nie czułam się tak dobrze w „obcym” miejscu. Wszechobecna wyrozumiałość dla niezdarnej pani fotograf z plecaczkiem, masa uśmiechu, ciepła, sympatii i tolerancji… to coś, co uzależniło mnie od tego typu imprez.) Najbardziej ujmuje mnie fakt, że przedstawiona tam sztuka, poza rozweselaniem czy wprawianiem w zachwyt, ma również drugie dno, będące często komentarzem, a w zasadzie ripostą wydarzeń dziejących się obok nas.

Poza małymi arcydziełami na stoiskach, można było zobaczyć również większe wystawy w Strefie Sztuki. Oprócz Steam Punk’owych rzeźb mogliście tam znaleźć rowery-choppery, motocykle oraz auta.

Jeśli nasze oczy, mózg i serducho zostały zaspokojone doznaniami estetycznymi, to teraz czas na żołądek. Dla każdego coś dobrego – od małej kawiarni z ciastami i kanapkami, po…kilka solidnie wyposażonych ciężarówek tworzących Festiwal Food Tracków. Do tego stoisko z lemoniadą, energetykami i piwem. Czy głodny człowiek mógłby chcieć czegoś więcej? Dla amatorów nikotyny znalazła się specjalnie wydzielona strefa Koneserów E-papierosa. Przeznaczona do zakupu oraz odpoczynku połączonego z rozkoszowaniem się nowymi eliksirami do swej fajki E-pokoju.

Na antresoli znajdowała się strefa dla dzieci – masa kolorowych, plastikowych domków, czekających tylko na „zamieszkanie” przez ucieszone maluchy. Obok coś dla modnego rodzica – Strefa Mody. Mnóstwo marek, w tym te bardzo znane. Niebywała okazja dla tych, którzy muszą – tak jak ja – pomacać coś przed zakupem w sklepie internetowym. Pokaźną ilość miejsca zajmowało stoisko z artykułami dla tatuatorów. Mnóstwo maszynek, tęczowych barwników, kremów, maści i wszystkiego co mogłoby się w takim studiu przydać.

Na scenie miały miejsce cztery koncerty w godzinach wieczornych – Magnificent Muttley, Apteka, Wuzet, JWP/BC.
Przez pozostałą część imprezy tło muzyczne zapewniali DJ’ie, dbając o to, aby bit był wystarczająco tłusty. Adam Wysoczański uraczył wszystkich pokazem akrobatycznym. Fikuśnie powiewał na pionowym drążku, sprawiając niesamowite wrażenie iluzji, że jest to wyjątkowo proste. Po tym można poznać prawdziwego artystę, czyż nie?
W tym opisie nie mogło zabraknąć kilku słów o przesympatycznej i bezkonkurencyjnej królowej obu dni konwentu, a mianowicie Miss Crash. Zaprezentowała ona zapierający dech w piersiach pokaz sztuki Suspension, polegającej na podwieszeniu osoby na hakach za fałdy skórne (w związku z tym poniższy album, nie jest dla każdego). Musicie mi wierzyć, że tego klimatu nie oddadzą żadne zdjęcia. Nigdy wcześniej nie widziałam niczego podobnego. Jest to rzecz kontrowersyjna – jednych zachwyca innych – oburza. Na scenie odbyło się również kilka konkursów m.in. na mały tatuaż kolorowy, podczas których wyłoniono najlepszych artystów w Polsce.  Można było również być świadkiem jubileuszu Sławomira Frączka. 25 tatuaży na 25-lecie, powstawało na jego ciele za pomocą dłoni różnych artystów, reprezentujących indywidualne podejście do sztuki tatuażu. „Będzie to klamra spinająca wielu artystów z różnych nurtów,  w różnym wieku, pracujących w rozmaitym stylu.” – tak pisze http://poznan.tattookonwent.pl/

Poznań tattoo konwent 2016 - pokaz miss crash

Poznań tattoo konwent 2016 - fotorelacja

 

 

 

Fotorelacja

 

 

 

 

O co właściwie chodzi z tym masowym tatuowaniem się podczas imprezy?

– Dzięki inicjatywie Tattoo Konwent, możecie bardziej świadomie dokonać tej ważnej decyzji jaką jest posiadanie tatuażu. Rewelacyjnie jest móc znaleźć kogoś, kto reprezentuje właśnie taką stylistykę, jakiej oczekujecie od swojego przyszłego dzieła, a nie pójść do pobliskiego studia w nadziei, że czyjaś technika zostanie skopiowana, bo uwierzcie mi – nie będzie i przeżyjecie rozczarowanie, którego nie tak łatwo się pozbyć. Nie każdy mistrz koloru poradzi sobie z czarnym dotwork’iem i na odwrót. W dodatku to wy możecie zostać osobą tatuowaną na konwencie, po uprzednim kontakcie z artystą – jaki jest tego plus? Często odległość do studia jest większa niż na jeden z kilku konwentów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *